VS

Otworzyłem przed Tobą drzwi. Proszę, nie zamykaj przez to naszej przyjaźni.


Dlaczego napisałem ten tekst

W relacjach międzyludzkich często dochodzi do momentów, w których najprostsze gesty stają się polem minowym. Zauważyłem to niedawno w bardzo prozaicznej sytuacji. Otworzyłem przed bliską mi osobą drzwi od samochodu. Zostało to odnotowane natychmiast, z przypiętą łatką: „to gest zarezerwowany dla związku”. Kiedy następnym razem, pamiętając o tej reakcji, celowo powstrzymałem swój odruch i drzwi nie otworzyłem – to również zostało zauważone.

Znalazłem się w pułapce własnego wychowania. Dlatego chciałbym dziś opowiedzieć, jak to wygląda z mojej strony – bez chęci wywoływania wojen, za to z głęboką potrzebą zrozumienia.

Anatomia odruchu
Dla mnie i dla innych mężczyzn wychowanych w duchu savoir-vivre'u (lub po prostu podążających jego ścieżką), dobre maniery nie są niczym podszyte. Kiedy podchodzimy do mojego samochodu, a ja łapię za klamkę drzwi pasażera, otwierając je przed Tobą – jest to działanie pamięci mięśniowej. W Twoim towarzystwie automatycznie „ustawiam program” dobrych manier. Tak samo, jak otworzyłem drzwi dla Ciebie, zrobiłbym to dla Twojej mamy. Ale czy to od razu oznacza, że żywię do niej jakieś wyjątkowe uczucia?

Lata praktyki sprawiły, że są to odruchy bezwarunkowe – na podobnej zasadzie jak prowadzenie samego samochodu. Kiedy chcę skręcić, włączam kierunkowskaz bez zastanawiania się, bez obaw o konsekwencje. No właśnie, konsekwencje. To zapomniany temat w momencie, kiedy do głosu dochodzi dobre wychowanie. I to jest ten haczyk, który może doprowadzić do nieporozumienia. Savoir-vivre naturalnie niesie ze sobą ładunek emocjonalny, jednak jaki to konkretnie ładunek – o tym w danym momencie wie najlepiej sam mężczyzna.

Skupmy się przez chwilę na tym ładunku emocjonalnym. To prawda, nie otwieram drzwi przed każdą kobietą. Nie biegnę przez pół parkingu, by otworzyć nieznajomej drzwi do sklepu. Gdybym szedł do samochodu z daleką znajomą z pracy, pewnie dwa razy bym się zastanowił, czy ten gest nie zostanie źle odebrany, i być może bym z niego zrezygnował. Ale w przypadku przyjaźni? W przyjaźni, gdzie analizowanie takich zachowań schodzi na dalszy plan, robię to całkowicie automatycznie, bo mam do czynienia z kimś, na kim mi zależy.

Uczucia

I tu docieramy do sedna: wyjątkowość nie musi oznaczać zakochania. Celowo piszę tutaj o „zakochaniu”, gdyż słowa, jakie usłyszałem po otwarciu drzwi, bezpośrednio nawiązywały do związku. A jak ja to widzę? To gest, który mówi: „jesteś ważną częścią mojego życia, szanuję Cię i troszczę się o Twój komfort”. To uczucie, ale uczucie przyjacielskie, opiekuńcze. Dokładnie z tego samego powodu i z równym automatyzmem otworzyłbym drzwi przed Twoją mamą. Bo obie jesteście ważne, bo obie zasługujecie na szacunek i dlatego, że w moim systemie wartości po prostu tak traktuje się bliskie osoby.

Zastanawiam się: czy traktowanie takiego zachowania jako wyznacznika związku jest słuszne? A może to sztuczne nakładanie granic na to, co jest między dwojgiem ludzi? Być może to ja teraz nadinterpretuję i doszukuję się w tym wszystkim czegoś, czego tak naprawdę nie ma?

Ciężar nadinterpretacji
Dziś, kiedy świat napędzany jest przez aplikacje randkowe i platformy internetowe udające życie społeczne, komunikacja została zredukowana do szybkich wiadomości i emotikonek symulujących nasze uczucia. Stąd ta analityczna czujność, która uruchamia się u kobiet zwłaszcza w chwilach, gdy mężczyzna jest fizycznie obok. Każdy krok zostaje rozłożony na czynniki pierwsze, każdy gest przeanalizowany. Trwa wsłuchiwanie się w każde słowo, by wychwycić ukryte intencje. Poniekąd rozumiem to podejście – kobiety starają się zabezpieczyć przed ewentualnym rozczarowaniem lub zranieniem, niezależnie od tego, w którą stronę miałaby pójść dana relacja.

Tymczasem ta dogłębna analiza potrafi zabić to, co w relacji najbardziej naturalne. Kiedy gesty troski zostają błędnie odczytane jako zaloty, przyjaźń zaczyna się dusić. Mężczyzna czuje, że musi zacząć kontrolować każdy swój ruch, by nie wysłać „złego sygnału”. W efekcie przestaje być sobą – tak jak ja, gdy za drugim razem celowo nie otworzyłem drzwi, by dostosować się do cudzej interpretacji mojego własnego zachowania. Daleko mi do stwierdzenia, że mnie to osobiście dusi, ale faktem jest, że od tego momentu zwracam o wiele większą uwagę na to, by wysyłane sygnały były „właściwe”.

Apel o prostotę
Tutaj pojawia się pytanie o przyjaźń: co w niej jest dozwolone, a co zabronione? Czy przyjaźń w ogóle powinna podlegać takiej kontroli, czy raczej opierać się na zaufaniu? A może w przyjaźni powinno się po prostu pominąć wciąż stawiane pytanie: „Do czego to zmierza?”?

Spróbujmy czasem wziąć sytuację dokładnie taką, jaka jest. Kiedy przyjaciel robi dla Ciebie coś miłego, kiedy wykazuje się kulturą i troską, pozwól sobie na luksus nieanalizowania tego. Przyjmij to z uśmiechem, jako dowód na to, że jesteś dla niego kimś wyjątkowym – w ten najczystszy, przyjacielski sposób.

Zostawmy nadinterpretację. Savoir-vivre to po prostu wyraz szacunku. Czasem otwarte drzwi samochodu czy sklepu znaczą tylko tyle, że jesteś bezpieczna i mile widziana. To troska wywodząca się z serca, jednak poparta najczystszym z możliwych uczuć, i to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.