VS

Dlaczego mężczyźni wpadają w panikę, a kobiety pragną gestów „co szósty raz”?

Zaczęło się od z pozoru błahego pytania podczas zwykłej rozmowy: „Jak uważasz, jak często twój chłopak powinien otwierać przed tobą drzwi samochodu? Kiedy jest tego za dużo, a kiedy za mało? Za często, za rzadko?”. Odpowiedź totalnie mnie zaskoczyła – co piąty, szósty raz. Chwila moment, spodziewałem się, że uzna ona, iż podczas codziennych zakupów nie jest to niezbędne, ale na przykład podczas weekendowego wypadu do kina czy teatru byłoby to bardzo mile widziane. Tymczasem niespodzianka – dostałem czystą, wręcz matematyczną odpowiedź. To jedno zdanie, a właściwie odpowiedź sama w sobie, zawarła sedno całego komunikacyjnego koszmaru, z jakim muszą się obecnie mierzyć mężczyźni. Szukając idealnego wyważenia, poszukujemy wzorów i znaków na niebie i ziemi, by zachować się prawidłowo. Na ogół jednak zderzamy się z totalną nieprzewidywalnością.


Mit Uniwersalnego Dekodera

Większość z nas, facetów, funkcjonuje w świecie logiki przyczynowo-skutkowej. Jesteśmy zaprogramowani na rozwiązywanie problemów poprzez proste algorytmy: jeśli zrobię „A” (kupię kwiaty, zrobię masaż, otworzę drzwi), otrzymam „B” (uśmiech, zadowolenie, poczucie bliskości). To czysta matematyka i czysta logika, która działa idealnie w męskim gronie. Jeśli kogoś lubimy, to lubimy, jeśli nie, to nie – wiele spraw sprowadza się tu do czerni i bieli. Kłopot polega na tym, że w dynamice między kobietami i mężczyznami taki uniwersalny dekoder po prostu nie istnieje. Tutaj wkraczają odcienie szarości i wielkie niewiadome.

Kiedy orientujemy się, że ten sam gest u jednej kobiety wywołuje radość, u innej irytację, a u jeszcze innej działa tylko w co drugi czwartek – wpadamy w panikę. Zaczynamy doszukiwać się dodatkowych zmiennych, które mogły wpłynąć na zmianę zachowania. Z tej paniki rodzą się dwie skrajności:

Dajemy z siebie zbyt wiele: Zaczynamy osaczać kobietę uwagą, zasypywać słodyczami i być obok niej non-stop. Chcemy, by czuła się przy nas bezpieczna i zaopiekowana. W dzisiejszym układzie to jednak często błąd. Kobieta musi czasem poczuć przestrzeń bez naszej opieki, poczuć drobną nutkę niepewności. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że dopiero wracając do mężczyzny zapewniającego te uczucia, utwierdza się w przekonaniu, co tak naprawdę on jej ofiarowuje. Zbyt wiele oznacza dla kobiet po prostu poczucie przytłoczenia.

Wycofujemy się całkowicie: Z obawy przed popełnieniem błędu lub posądzeniem o narzucanie się, przestajemy inicjować jakiekolwiek gesty. Zamykamy się w sobie, bo kolejna porażka dotyka nas zbyt mocno. Przestajemy ufać sobie i własnej intuicji. To z kolei odbierane jest przez kobiety jako obojętność. Niestety, to również nie jest wyjście z sytuacji.

Tymczasem odpowiedź tkwi w znalezieniu balansu, którego matematycznym odpowiednikiem jest owo słynne „co piąty, szósty raz”. Z socjologicznego i psychologicznego punktu widzenia, ta częstotliwość ma genialny wręcz sens. Nie można jej pewnie zastosować do każdego kontaktu z kobietą – to, co sprawdza się w przypadku otwierania drzwi, może okazać się kompletną porażką w przypadku kwiatów czy słodyczy.


Ciężar Nadinterpretacji i Zabójcza Rutyna

Wyobraźmy sobie sytuację, w której mężczyzna otwiera przed kobietą drzwi samochodu za każdym razem. Zawsze. Bez wyjątków. Na początku jest to urocze i buduje obraz dżentelmena. Jednak ludzki umysł ma tendencję do szybkiej adaptacji. Po kilkunastu takich gestach otwieranie drzwi przestaje być komunikatem o treści: „Zależy mi na tobie”. Staje się niewidzialnym standardem, rutyną, która za każdym powtórzeniem coraz bardziej traci na wartości.

Można byłoby się pokusić o nawiązanie do wspomnianego Świętego Graala – „co piąty, szósty raz”. Jednak jeśli mężczyzna nagle przestanie przynosić kwiaty, kobiety często odbiorą to nie jako budowanie ich niezależności czy próby wywołania tęsknoty. Skoncentrują się raczej na myśli, że jemu już nie zależy i przestał się starać. Czyżby mężczyzna nie miał zawsze robić tego samego? Czy rutyna jest tu zabójczym czynnikiem, zarówno w przyjacielskich relacjach, jak i w związkach? Być może ciągłe powtarzanie gestów zmusza kobietę do zaangażowania, konieczności rewanżu i zainwestowania swojego czasu, co z czasem zaczyna ciążyć.


Niezależność Zderzona z Troską

Żyjemy w czasach, w których kobiety są silne, niezależne i doskonale radzą sobie same. Nie potrzebują ratunku przy każdym wyjściu z samochodu ani przy noszeniu każdej torby. Ciągłe narzucanie się z pomocą może paradoksalnie wywołać efekt odwrotny do zamierzonego, gdyż kobieta może poczuć, że traktuje się ją jak osobę nieporadną.

Reguła „co piątego razu” genialnie rozwiązuje ten konflikt. To złoty środek, który wysyła dwa spójne komunikaty:
„Wiem, że jesteś niezależna, i szanuję twoją przestrzeń.”
„Jednocześnie wciąż jesteś dla mnie ważna i chcę o ciebie dbać.”


Korelacja, nie Przyczyna i Skutek

Dla nas, mężczyzn, to ważna lekcja. Musimy przestać traktować gesty wobec kobiet jak wpisywanie kodów w grze, w której po wciśnięciu odpowiedniej kombinacji klawiszy otwiera się przejście do kolejnego poziomu. Relacje opierają się na korelacjach, badaniu gruntu i uważności, a nie na sztywnym ciągu przyczynowo-skutkowym.

Gesty, kwiaty, uśmiechy i drobne przysługi mają największą moc wtedy, gdy są nieprzewidywalne. Gdy stanowią miłą anomalię w szarej codzienności, a nie wyuczony nawyk. Kobiety chcą czuć się wyjątkowo, ale chcą też mieć przestrzeń na to, by za tymi drobnymi gestami zatęsknić.

Nie ma i nigdy nie będzie jednej uniwersalnej recepty, z którą moglibyśmy pójść do partnerki jak z instrukcją obsługi. Pozostaje nam tylko odłożyć na bok panikę, porzucić schematy i po prostu być uważnym. Czasem otworzyć te drzwi, a czasem po prostu pójść z nią ramię w ramię, pozwalając, by odrobina nieprzewidywalności zrobiła swoje.

Mamy prawo popełniać błędy, panowie. Mam tu na myśli błędy w poszukiwaniu owego złotego środka, jak w przypadku ujętym w pierwszych zdaniach, którym było to „co piąty, szósty raz”. Odbiegam tu od sytuacji, w której kobieta bezpośrednio mówi nam, że czegoś nie lubi, a my uparcie to powtarzamy. Być może inna kobieta powie: „co czwarty raz”. Być może ta sama kobieta uzna, że kwiaty chciałaby dostawać co drugi, a przytulenie co trzeci raz. Jeśli tej kobiecie w jakikolwiek sposób na nas zależy, wie ona doskonale, że wciąż żyjemy w panice, doszukując się prawidłowej konfiguracji – i właśnie z tego powodu wybaczy nam nasze potknięcia.

Najgorsze, co moglibyśmy zrobić, to poddać się bez walki. Walczmy, panowie, bo walka – jakakolwiek by nie była – jest oznaką, że nam na kimś bardzo zależy.